środa, 22 maja 2019

Alauda et pavo (cz. 7)


                    VII

Chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz przerwał mu nagle
Śpiew, co porywa serca jakoby wiatr żagle

(To skowronek, co dotąd nie przejął się wcale,
Aż wreszcie paw dopełnił swoich obelg czarę).

Trel niosący się w parku rozbrzmiewał tak cudnie,
Że na tę jedną chwilę w tamto popołudnie

Przystanęło w zadumie wszelakie stworzenie.
Wtem jak go nie zagłuszy przeraźliwe pienie!

Myślałby kto z przekąsem: „A któż tak się wsławia?”
Nietrudno chyba zgadnąć – to był występ pawia.

Myśl, że mógłby przez kogoś nie zebrać owacji,
Popchnęła go do tego aktu desperacji.

Gdy tylko nowa aria rozbrzmiała donośnie,
Co żyło, chciało szybko uciec, gdzie pieprz rośnie.

Paw, niczym niezrażony, chciał jeszcze upiększyć
Swą arię dzikim zgrzytem – wtedy padł największy

Cios z pałacu, gdy pędem, jak na nawałnicę,
Szczelnie pozamykano wszystkie okiennice.

Tak zakończył się występ królewskiego ptaka,
Który – spostrzegłszy prawdę – teraz gorzko płakał.

„Nie smuć się – rzekł skowronek – bo nie masz powodu
Do zmartwień – wszak wciąż jesteś ozdobą ogrodu:

Atrakcją bardzo piękną i dla oka miłą.
Wiedz, że z twego powabu nic ci nie ubyło.
Ważne – ciągnął swój wywód (i wielka to sztuka!) –
Byś pojął, jaka płynie dla ciebie nauka:



Nie wolno mianowicie – to kwestia bez sporu –
Jeśli się kogoś nie zna, oceniać z pozoru

(A tym bardziej nad innych wywyższać się wcale) –
Wszak każdemu ze stworzeń przypadł jakiś talent”.

Koniec

niedziela, 12 maja 2019

Alauda et pavo (cz. 6)

                    VI


Tego było za wiele! „Rzecz to niesłychana –
Myśli paw – by parobka przyrównać do pana”.


„Marzysz – krzyknął – jak oset, co ma kolców dużo,
Że go przez to pewnego dnia mianują różą.


Czas już, abym ślepoty twej zerwał zasłonkę –
Chłop pozostanie chłopem, skowronek – skowronkiem!


Spójrz na okna pałacu: pan mój w modnym stroju
Przechadza się po perskim dywanie w pokoju,


A zaraz pewnie – przyjmij do swej wiadomości –
Podejmie bardzo ważnych zagranicznych gości.


Skandal, by kto dla swojej prywatnej uciechy
Przyrównał dach miedziany do słomianej strzechy


(Którą podpali byle krzesiwo i hubka),
A parobka – co żłopie z glinianego kubka


Zwykłą wodę – do pana, co smakuje kawy
(Pitej z porcelanowej miśnieńskiej zastawy).










Jeden jest niepiśmienny, drugi wiele czyta –
Z takiego porównania farsa wyśmienita


Wyszła. Nadto powiadam, że to tylko mrzonka,
Gdyby kto zechciał zrównać pawia i skowronka:


Gdy pierwszy posiadł w szacie wszystkie barwy tęczy,
A drugi całe życie z szarzyzną się męczy…”


cdn.