sobota, 5 marca 2022

Cud nad Dnieprem

    Kiedy 24 lutego z Ukrainy zaczęły napływać szokujące wieści o początku rosyjskiej inwazji, świat zamarł z przerażenia. Chyba do końca wierzono, że rozmieszczenie ogromnych sił wojska wzdłuż granic naszego wschodniego sąsiada to tylko prężenie muskułó– rodzaj brutalnej gry obliczonej na osiągnięcie politycznych celów. Tymczasem w nocy ze środy na czwartek wydano rozkaz do przypuszczenia ataku. „A więc wojna!” – jak bardzo pasuje do tej sytuacji ów treściwy, mrożący krew w żyłach komunikat Polskiego Radia z 1 września 1939 roku [P.D. i M.K. 2021]. Nawiasem mówiąc, analogii do okresu sprzed wybuchu II wojny światowej jest całkiem sporo. Wtedy także wysuwano roszczenia terytorialne. Do III Rzeszy włączono najpierw Austrię, a potem Kraj Sudetów (niem. Sudetenland– część ziem ówczesnej Czechosłowacji. Kiedy jednak absurdalne żądania skierowano także w stronę Polski, natrafiono na zdecydowany opór. Dzisiejszy najeźdźca mógłby usłyszeć od dzielnych obrońców znad Dniepru sparafrazowane słowa ministra spraw zagranicznych II RP Józefa Becka: „My w Ukrainie nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę” [PWN 2022]. Władimir Putin potraktował państwo naszych sąsiadów jak pyszne salami, które bezkarnie można sobie odkrawać po plasterku. A że apetyt często rośnie w miarę jedzenia, popchnął świat na skraj globalnego konfliktu. Trzeba teraz zrobić wszystko, by zmusić kremlowskiego włodarza do zmiany diety. Absolutnie nie wolno uznać aneksji Krymu ani powstania dwóch samozwańczych pseudorepublik w Donbasie w 2014 roku (Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej), które de facto przeszły pod protektorat Federacji Rosyjskiej.

       Mapa Ukrainy z zaznaczonymi terenami kontrolowanymi przez Rosję od 2014 roku; źródło: www.rmf24.pl [dostęp: 3 III 2022]

    Mówiąc o podobieństwach do wydarzeń sprzed ponad ośmiu dekad, trudno nie zwrócić uwagi na układ sił i zawierane sojusze. Wtedy u boku Adolfa Hitlera stał włoski dyktator Benito Mussolini – dziś Putin też ma swojego wiernego wasala w postaci Aleksandra Łukaszenki. Na szczęście na tym paralelizm się kończy. Wspólny wróg skonsolidował blok krajów zachodnich, które zdecydowały się narzucić Rosji bardzo dotkliwe sankcje, nawet kosztem własnych interesów. Tym samym zawieszono uruchomienie tak wcześniej bronionego przez niektóre środowiska gazociągu Nord Stream 2. I bardzo dobrze, bo mieszkańcom Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza Polakom, taki układ za ich plecami bardzo źle się kojarzy (by raz jeszcze posłużyć się nawiązaniem do dawnych czasów). Skąd w ogóle pomysł, że za jego budową kryły się czysto ekonomiczne pobudki? O, święta naiwności! Trzeba naprawdę wykazać się albo złą wolą, albo całkowitą ignorancją, by nie dostrzec w tym projekcie skutecznego narzędzia politycznego nacisku, tym bardziej że stojący za nim człowiek dał się już wcześniej poznać z jak najgorszej strony. Teraz jednak zasłona opadła. O ile wcześniej niektórzy zachodni przywódcy jeszcze łudzili się, że z tym byłym funkcjonariuszem KGB (późniejszym szefem FSB) można negocjować jak z racjonalnym politykiem, o tyle obecnie stało się jasne dla wszystkich, że mają do czynienia z cynicznym manipulatorem i bezwzględnym tyranem, dla którego ludzkie życie nie przedstawia żadnej wartości, nawet gdy idzie o jego własnych żołnierzy. Nawiasem mówiąc, takie podejście najwyższego zwierzchnika sił zbrojnych musi się bardzo negatywnie odbijać na i tak już znacznie nadwątlonym morale rosyjskiego wojska. Należy jednak pamiętać, że to wciąż według różnych kryteriów druga armia świata. Zestawienie potencjału militarnego obu stron konfliktu przywodzi na myśl walkę Dawida z Goliatem. Miejmy wszelako w pamięci wynik tamtego pojedynku.

      Porównanie armii ukraińskiej i rosyjskiej; źródło: www.businessinsider.com.pl [dostęp: 4 III 2022]

    Pomimo tej ogromnej dysproporcji w liczebności i uzbrojeniu Ukraińcy podjęli heroiczną walkę w obronie swoich domów i rodzin. Ogromną rolę w motywowaniu rodaków odgrywa ich prezydent Wołodymyr Zełenski, który stał się symbolem oporu wobec nieprzyjaciela. Ten skromny i bohaterski człowiek nie opuścił oblężonego Kijowa i koordynuje działania swojego wojska na miejscu, ryzykując własnym życiem. Jego treściwa odpowiedź udzielona Amerykanom proponującym mu ewakuację w bezpieczne miejsce przejdzie do historii: „Potrzebuję amunicji, a nie podwózki” [Rathbone i Foy 2022]. W zupełnym kontraście do tej postawy, po drugiej stronie barykady, wyłania się z mroku ponura postać niedoszłego cara z manią wielkości – typ autokraty, który prowadzi negocjacje zza kilkumetrowego stołu, a wywoławszy wojnę, straszy atomowym przyciskiem z bezpiecznego bunkra. W ustach kogoś takiego bardzo wiarygodnie zabrzmiałyby słowa lorda Farquaada z filmu ShrekZapewne wielu z was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów”. Gorzki to żart. Niestety jeszcze zbyt wielu Rosjan wierzy sączonej im do głów propagandzie. To podobno nie jest inwazja, ale operacja specjalna: Ukrainę trzeba rzekomo zdemilitaryzować i zdenazyfikować. Zwłaszcza zarzut o nazizm pod adresem prezydenta Zełenskiego brzmi absurdalnie, zważywszy, że ma on żydowskie korzenie, a jego krewni ginęli w Holokauście. Ale przyjmijmy na chwilę to irracjonalne założenie, że to wszystko dla pokoju i dobra bratniego narodu. W tym kontekście, patrząc na bombardowane miasta i tłumy uchodźców, wyrażenie niedźwiedzia przysługa nabiera zupełnie nowego znaczenia.
    Władimir Putin miał kiedyś stwierdzić z arogancją, strasząc ówczesnego prezydenta Ukrainy Petro Poroszenkę: „Gdybym chciał, rosyjskie wojska w ciągu dwóch dni mogłyby być nie tylko w Kijowie, ale też w Rydze, Wilnie, Tallinnie, Warszawie albo Bukareszcie” [Stasik 2014]. W świetle ostatnich wydarzeń widać, jak bardzo się przeliczył. Rosjanie po dziesięciu dniach inwazji nie byli w stanie zająć stolicy Ukrainy, a do tego ponieśli ogromne straty. Na przekór wszelkim wcześniejszym prognozom analityków dzieją się tam wprost nieprawdopodobne rzeczy. Najeźdźcom ewidentnie nie idzie: a to koła ich pojazdów grzęzną w błocie, a to znowu przez błąd w rozpoznaniu zestrzelili swój własny samolot, a nawet zaczęli między sobą walczyć (dwie kolumny pancerne poniosły duże straty, gdy omyłkowo ostrzelały się wzajemnie). Zupełnie jakby wszystko sprzysięgło się przeciwko nim. W ich szeregi wkradł się chaos i zwątpienie (coraz częstsze są przypadki odmowy wykonania rozkazu, porzucania sprzętu i poddawania się). Całkiem zawodzi też logistyka – przeterminowane racje żywności (nawet o 7 lat!) i brak paliwa do czołgów stały się już przedmiotem żartów. Do tego ludność cywilna uparła się, by gnębić wroga na wszelkie możliwe sposoby. Dla przykładu grupka rosyjskich żołnierzy, chcących się dostać na dach biurowca windą (co wiele mówi o ich wyszkoleniu i profesjonalizmie), utknęła w kabinie, gdy pracownicy administracji odcięli prąd. Jeszcze większą brawurą popisali się ukraińscy Romowie, którzy ukradli Rosjanom… czołg. Tak na oczach całego świata upada mit wielkiej armii.

     Straty wojenne armii rosyjskiej w wojnie z Ukrainą od 24 II do 4 III 2022 r.; źródło: www.wiadomosci.wp.pl [dostęp: 4 III 2022]

    Oczywiście lekceważąca postawa byłaby najgorszą z możliwych. Władimir Władimirowicz jest zdesperowany, bo wie, że przekroczył granicę, zza której nie ma powrotu. Jednak teraz, gdy wszelkie środki zawiodły, nie wolno się ugiąć i iść na ustępstwa. Był czas na dyplomację – teraz potrzebna jest stanowczość. Wobec tego, kto nie rozumie siły argumentu, trzeba użyć argumentu siły. Oprócz działań militarnych ze strony Ukraińców, do których przyłącza się coraz więcej obcokrajowców w ramach tworzenia tzw. legionu cudzoziemskiego, potrzebne są też nieustanne naciski polityczne i sankcje gospodarcze. Walka przeniosła się już nawet na środowiska sportowe i artystyczne. Przywódca Rosji najwyraźniej nie spodziewał się tak ostrej reakcji ze strony państw Zachodu. Paradoksalnie to on właśnie przyczynił się do wyklarowania i scalenia tej koalicji. Także podzielony wcześniej naród ukraiński zjednoczył się wokół wspólnej sprawy. Wydaje się też, że skróciła się jego droga do Unii Europejskiej i NATO. Tak więc największy koszmar Putina ziszcza się właśnie na jego oczach. Do tego niewesoło dzieje się w jego własnym kraju: banki tracą płynność finansową, rubel drastycznie poszybował w dół, a moskiewska giełda w zasadzie w tym momencie nie istnieje [Machalica 2022]. Wszystko wskazuje, że to już krawędź przepaści. Osiągnął więc skutek całkiem odwrotny od zamierzonego: jego mocarstwowe ambicje zmieniają Rosję w światowego pariasa. Powoli zaczyna wytwarzać się atmosfera niezadowolenia. Może to sprzyjać tajnym spotkaniom wpływowych generałów czy oligarchów chcących uniknąć katastrofy i wyrażających szeptem swą dezaprobatę dla poczynań ich pryncypała. Dotąd odczuwano przed nim paniczny strach i otaczano go niemal boską czcią. Teraz jednak sytuacja wymyka się spod kontroli. Jest już o krok od spisku i przewrotu pałacowego. Sam zainteresowany chyba zaczyna zdawać sobie sprawę z faktu, że gromadzą się nad nim czarne chmury. To w zasadzie mało optymistyczna alternatywa pomiędzy gniewem własnego ludu a wszczęciem postępowania przed Międzynarodowymi Trybunałami w Hadze (Sprawiedliwości oraz Karnym). A może jedno i drugie. Powinien był jednak wiedzieć, zanim zaczął tę globalną awanturę (a właściwie dużo wcześniej), że w dziejach państw i narodów sprawdza się  bez żadnych wyjątków  pewna odwieczna zasada: pycha chodzi przed upadkiem. Zawsze.
    Wracając na chwilę do skojarzeń historycznych, nasuwa się jeszcze jedno: wojna polsko-bolszewicka z lat 1919–1921. Po pierwsze, nawała przyszła z tego samego kierunku. Po drugie, tak jak wtedy, najeźdźca próbuje wprowadzić zupełnie nowy porządek i zmienić układ sił nie tylko w Europie, ale i na świecie [Wolszczak 2016]. Praktycznie rzecz biorąc, sądzenie, że na Ukrainie się skończy, byłoby naiwnością. Obrona jej suwerenności leży więc w interesie nas wszystkich. Nawet jeśli zachodni przywódcy odmawiają bezpośredniej pomocy wojskowej, starając się wygasić ten konflikt i robiąc wszystko, by nie rozprzestrzenił się on na inne kraje, nie wolno zaprzestać wsparcia dla naszego wschodniego sąsiada. Potrzebne są stałe dostawy żywności, środków medycznych i wszelkich koniecznych do przetrwania artykułów. Niezbędna jest też amunicja. W zaistniałej sytuacji dozbrojenie ukraińskiej armii jest bardziej humanitarne niż przyjęcie biernej postawy w imię źle rozumianego pacyfizmu. Bo przecież zaprzestanie walki z jednej strony wcale nie będzie skutkowało tym, że agresor zaniecha dalszych działań i porzuci niecne plany. Przeciwnie, utwierdzony w swoich przekonaniach przygotuje się, by zrobić wkrótce kolejny krok. Na taki scenariusz nie możemy sobie pozwolić. Społeczność międzynarodowa musi dać odczuć narodowi ukraińskiemu, że w tych zmaganiach nie jest osamotniony.
    Upłynął już nieco ponad wiek od czasu, gdy odradzające się państwo polskie musiało bronić nie tylko siebie, ale i wartości, na których opiera się europejska cywilizacja. Dziś to zadanie postawiono przed Ukrainą. Podczas gdy nasi przodkowie byli świadkami Cudu nad Wisłą, obecne pokolenie z nadzieją wyczekuje Cudu nad Dnieprem.

Uwaga:
Podaję link do strony koordynującej pomoc dla dotkniętych wojną Ukraińców – łączącej potencjalnego darczyńcę z osobami szukającymi wsparcia lub zweryfikowanymi organizacjami charytatywnymi (prowadzącymi zbiórki na cele sprecyzowane w zamieszczonych tam opisach): #PomagamUkrainie.

Bibliografia